Już na Wodzie

W końcu na wodzie 🙂 Po zeslipowaniu w sumie tylko go dostawiliśmy do kei, na chwilkę wyszliśmy z mariny na silniczku żeby sprawdzić czy wszystko działa poprawnie i czy gdzieś nie przecieka i z bolącymi sercami zebraliśmy się do domu. Niestety nie zawsze ma się nieograniczoną ilość czasu ale postanowiliśmy nazajutrz przyjechać, troszkę popływać i zrobić co tam następne było do zrobienia.

Widzicie powyżej tą radość w oczach Agnieszki? Całe szczęście mieliśmy przy sobie srebrną taśmę żeby jej uszy przykleić bo zaczynały się odrywać 🙂 Na moje już nie wystarczyło, jedno musiałem przyszyć później bo się oderwało.

Aga się bawiła a ja pod pokładem zacząłem doklejać poodklejaną korkową wykładzinę. Dorwała mnie z aparatem w najmniej odpowiednim momencie … bestia 🙂

W dwóch miejscach delikatnie przeciekał ale tu wystarczyło odkręcić śróbki i dać w dziurki silikon. Pomogło i już więcej nie ciekło. Z dziurką w skrzynce mieczowej walczyliśmy dłużej bo albo udało by się ją odpowiednio załatać na wodzie albo wyciągamy Cycka na brzeg. Zwalczyliśmy, nie trzeba było go wyciągać, całe szczęście była na granicy a nie poniżej linii wody. To miejsce najprawdopodobniej teraz przeżyje samą łajbę.

Czekając na nowe żagle i materace – miały być gotowe z ciągu dwóch tygodni – przystąpiliśmy też od razu do wyłożenia „podłogi” gumolitem. Wyszło … całkiem nieźle jak na dwie osoby bez talentu w „tapetowaniu”.

Kolejną rzeczą do zrobienia była elektryka ale to już nie dzisiaj, to w następnym odcinku >>