Cycuś Znaleziony

Jest końcówka kwietnia. Pogoda już dopisuje, ptaszki śpiewają, wszystko na wodę wychodzi 🙂 Wybraliśmy się w takie miejsce gdzie też dawno, daaawno nie byłem czyli właśnie na Poraj. Zaparkowalismy w Marinie i poszliśmy się porozglądać. Przywitaliśmy się, pooglądaliśmy co tam było, pogawędziliśmy z ludźmi i okazało się, że za jakieś trzy godzinki będzie Otwarcie Sezonu. No lepiej nie można było trafić ale, że to dużo czasu to poszliśmy na spacer dookoła zalewu w stronę Ośrodka Harcerskiego i Klubu Enif. Ośrodek minęliśmy żeby najpierw zaliczyć Enif.

W sumie w Enifie nic ciekawego nie było, nawet wręcz tak jakoś dziwnie, na dzień dobry ktoś tam odburkał jeśli w ogóle coś odpowiadał więc zebraliśmy się w drugą stronę. Na wysokości Ośrodka Harcerskiego stwierdzilismy, ze jednak wchodzimy do środka chociaż wiało taką pustką, że aż się baliśmy, że zaraz ktoś wyskoczy i zacznie strzelać 😀 😀 😀

I to był bardzo dobry wybór. Pozwiedzaliśmy wszystko co się da włączając w to kotłownie (a co, jak szaleć to szaleć) i wychodząc Aga wypatrzyła COŚ …

  • Jakie COŚ?
  • Nie COŚ tylko Cycuś
  • Co cycuś? Że co?
  • No cycuś, patrz 😀
  • Eeee CO??
  • No patrz …

No popatrzyłem. Było tam. COŚ zasypane igliwiem, liścmi, błotem, ściółką, zzieleniałe, ledwo widoczne ale jak już się podeszło blisko to przez ten brudek przebijała się piękna gładka biel. Stał tam. Samotny, z boku, zapomniamy, smutny taki ale tak nieśmiało się uśmiechał. Pooglądaliśmy, posmyraliśmy delikatnie i postanowiliśmy dowiedzieć się, czy ktoś nie chce się go pozbyć.

Niestety nikogo na miejscu nie było. Telefony nie odbierały. Nic. No ale to był weekend więc w sumie mogło tak być. Z postanowieniem dowiedzenia się czegoś w Marinie Poraj wróciliśmy do Mariny akurat na czas bo już się zaczynała mała gala, na której przy okazji dowiedzieliśmy się bardzo interesujących rzeczy związanych z samą przystanią, terenem dookoła i w ogóle o tym co tam się dzieje.

Po zakończeniu zaczęliśmy podpytywać i … znowu więcej szczęścia niż rozumu. Trafił się ktoś z Ośrodka Harcerskiego, kto znał temat i obiecał się czegoś więcej dowiedzieć w temacie Cycusia. Jak obiecał tak zrobił i ostatecznie przejeliśmy Cycusia na własność po kilku dniach. Widać na zdjęciach jak Gwiazda promienieje z radości. W końcu miała Swoją Łódkę a ja już nie dwa ale trzy cycusie w zasięgu 😀

Jeśli dobrze się przyjrzycie zdjęciom, zobaczycie jak bardzo Cycuś był już na ścieżce do powolnej, samotnej śmierci. Części drewniane kompletnie zaniedbane, prawie po kolejnym sezonie już by zgniły. Deck zarośnięty i zasypany ściółką już zaczynał żyć własnym życiem. O dziwo środek był suchy dzięki Harcerzom, którzy kilka lat wcześniej wszystko uszczelnili i zadbali o stalówki ale materace nie przeżyły. To znaczy może i przeżyły ale najprawdopodobniej ożyły, same wyszły i uciekły jeszcze przed uszczelnieniem.

Fakt, że ktoś jakimś cudem praktycznie prawie wyłamał i wyrwał maszt ze stalowego uchwytu pominęliśmy bo to było do naprawy. Żagle stare, jeszcze oryginalne z 1999 roku wydmuchane tak, że z grota praktycznie można było zrobić spinakera albo duuuuuuży hamak – do wymiany. No i w sumie to tyle, ze złych rzeczy.

Przytuliliśmy go, wstępnie odkopaliśmy i pojechaliśmy do domu przygotować się na wielkie czyszczenie o czym przeczytacie w następnym odcinku >>